Trójwymiar w domu
Pierwsze projekcje trójwymiarowe przeprowadzane były w Stanach w latach 20 ubiegłego wieku. Na szerszą skalę filmy trójwymiarowe ukazały się w latach 70 i 80, również w Stany Zjednoczone. W tym samym okresie mieszkańcy Warszawy mieli możliwość oglądania trójwymiarowych fotografii w kinie Bajka. Komuna rządziła, a ówczesne sowieckie produkcje były tak szare, jak komunistyczne życie.
Od premiery filmu o dużych smerfach Jamesa Camerona wszystko się zmieniło. Jak grzyby po deszczu powstają kolejne filmy, które niestety nie posiadają nic wspólnego z efektami jakie w swoim filmie osiągnął Cameron. Ich twórcom chodzi wyłącznie o przyciągniecie widza do kina i niewątpliwie dochody gotówki ze sprzedanych biletów. Sądząc po zapełnionych salach kinowych, znakomita większość z nas daje się na to nabrać.
Moim zdaniem w produkcjach 3D powinno się dążyć do osiągnięcia takich efektów jakie możemy oglądać praktycznie wyłącznie w kinach specjalnie zaprojektowanych do tego celu. Skoro idę na film 3D, to niech wokół mnie fruwają motyle, pada deszcz a pędzący pociąg posiada mnie wystraszyć! Chcę poczuć ten dreszczyk emocji, a nie tylko spostrzec głębie przestrzeni, która jest wszechobecna w najnowszych produkcjach.
Niestety możliwość zarobienia dużych gotówki dostrzegli też producenci urządzeń RTV. W zasadzie od dwóch lat, co chwilę słyszymy o nowych telewizorach 3D, odtwarzaczach Blu-ray, aparatach fotograficznych a ostatnio swoją premierę miała wręcz przenośna konsola do gier.
Cały biznes skoncentrowany wokół urządzeń, które wyświetlają obraz zaczął się kręcić wokół 3D. Ponadto do oglądania filmów i obrazków trójwymiarowych potrzebne są specjalne okulary - pasywne lub aktywne (migawkowe). To prawdopodobnie jedna z największych wad tej technologii. Okulary w większości są duże, niewygodne i brzydkie, a ponadto dlaczego mam je zakładać, skoro mam genialny wzrok? Ma możliwość po to, aby go zepsuć? Nie wierzycie? Oto fragment ostrzeżenia z instrukcji obsługi jednego z telewizorów:
„Obraz trójwymiarowy może mieć potencjalnie niekorzystny wpływ na użytkownika, wywołać między innymi chorobę lokomocyjną, dylematy z postrzeganiem, dezorientację, zmęczenie wzroku lub dylematy z utrzymaniem prawidłowej postawy...”
Ze stuprocentową pewnością długie ślęczenie przed monitorem komputerowym też może wywołać wady postawy, jednak tego rodzaju ostrzeżenia mrożą krew w żyłach. Co z tym fantem zrobić? Zakupić nowy telewizor czy nie?
Przede wszystkim by osiągnąć prawdziwy efekt trójwymiarowości niezbędny jest duży ekran. Najlepiej kinowy. W domu najlepszy byłby telewizor o przekątnej większej niż 50 cali. Kupując mniejszy LCD co prawda zobaczymy efekt przestrzenny, niemniej jednak jak dla mnie to wyłącznie namiastka prawdziwego kina.
Na szczęście telewizory 3D wyświetlają normalny obraz, więc o ile nosimy się z zamiarem zmiany naszego odbiornika, warto jednak zakupić ten bardziej zaawansowany, tak na wszelki wypadek, bo możliwe, że za jakieś 10-20 lat wszystkie skrypty będą już nadawane w tej technologii.